Kategorie: Wszystkie | Lektury | Postawa
RSS
sobota, 31 lipca 2010
Lektury Odludzia

Tegoroczny urlop w większości spędzam na moim Odludziu*. Jest to urokliwe miejsce zaszyte pośród sennych łąk, ponad którymi o świcie unoszą się rozległe mgły, co z pewnością stanowi świetny wstęp do dowolnego tekstu sentymentalnego. I do licha, tak właśnie jest! Moje Odludzie to przecież oaza spokoju, królestwo refleksji i zadumania. Czas wydaje się tu płynąć odrobinę wolniej - ba, tutaj nawet Internet jest powolny!

Henry David ThoreauKilka dni temu na zatłoczonym strychu w Domu na Odludziu wygrzebałem zakurzony i nieco sfatygowany kolejnymi przeprowadzkami "Walden, czyli życie w lesie", na kartach którego Henry D. Thoreau, znakomity stylista, uczeń i przyjaciel Ralpha W. Emersona (zacnego "dawcy" cytatów na potrzeby literatury motywacyjnej) opisuje swoje doświadczenia z dwuletniego pobytu nad tytułowym stawem Walden, niedaleko miasteczka Concord. Concord z tamtego okresu - mniej więcej połowy XIX wieku - to było jedno z najmocniej pulsujących intelektualnie miejsc Ameryki Północnej. Tutaj właśnie rozkwitał transcendentalizm nowoangielski, mający na zawsze naznaczyć sposób myślenia typowego Jankesa.

"Walden" był moim wielkim przeżyciem w czasach studenckich. Porwany szaloną wizją Thoreau (w której postanowił pójść na całość w swoim sporze ze społeczeństwem) ja również chciałem "zamieszkać w lesie, albowiem chciałem żyć świadomie, stawać w życiu wyłącznie przed najbardziej ważkimi kwestiami, przekonać się, czy potrafię przyswoić sobie to, czego może mnie życie nauczyć, abym w godzinie śmierci nie odkrył, że nie żyłem."**

Nie można jednak dwa razy wejść do tej samej rzeki. Kiedy tak dziś ponownie czytam Thoreau, w duchu uśmiecham się do swojego młodzieńczego idealizmu i chociaż jest to uśmiech serdeczny i ciepły, nieuchronnie świadczy, że już za mną wiek niewinności. Chociaż - czy aby na pewno tak wiele się zmieniło? Owszem, dziś nieco inaczej rozkładam akcenty wypowiedzi samotnika z Concord, wciąż jednak przemawia on mocnym głosem, przypominając stare prawdy.

Thoreau nie ma złudzeń, kiedy pisze, że większość ludzi prowadzi życie w cichej rozpaczy. "Zwracam się głównie do większości ludzi niezadowolonych i czczo utyskujących na zły los lub ciężkie czasy, podczas gdy mogliby się starać je poprawić" - czy jest jednak jakaś uniwersalna recepta, na poprawę owego losu? Thoreau zauważa: "ma się wrażenie, iż ludzie jakgdyby umyślnie się zdecydowali na jeden wspólny sposób życia, woląc ten właśnie od wszystkich innych. Aczkolwiek ich zdaniem stało się tak z braku wyboru".

Ta teza jest mi dość bliska i podobnie jak Thoreau czy Emerson, do upadłego będę bronił twierdzenia, iż to własne, narzucane sobie (nieświadomie) ograniczenia w dużej mierze odpowiadają za nasz los. Kiedy zaczynasz wieść życie bezmyślne, rodzą sie potwory uprzedzeń i narzuconych przez innych (lub samych siebie) przekonań. Zazwyczaj niezbyt budujących. "To, co człowiek myśli na swój temat, decyduje o jego losie, czy raczej go określa" - pisze Thoreau i warto go posłuchać. Nie tylko dlatego, że brzmi to wprost jak wypowiedź wielkiego Emersona.

Można oczywiście nie zgodzić się, że "nasze wynalazki to zwykle śliczne błyskotki, które odrywają naszą uwagę od rzeczy poważnych", ale nie sposób odrzucić twierdzenie, że nadmierne przywiązanie do rzeczy materialnych oraz ich niemal chorobliwe gromadzenie zazwyczaj zamiast spodziewanego ukojenia przynosi lęk, niepokój i napięcie. Ludzie, którzy "zgromadzili śmieci" - jak pisze Thoreau tak naprawdę "zakuli się we własne złote czy srebrne kajdany".

Kiedy na nowo odczytywałem wersy dotyczące sztuki upraszczania sobie życia, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że całkiem niedawno ktoś mi o tym dość błyskotliwie opowiadał. I nie myliłem się: brawurowy i niepokorny Timothy Ferris - autor "4-godzinnego tygodnia pracy" - mówi dziś podobnie, jak sto sześćdziesiąt lat temu Henry D. Thoreau: nie odkładaj życia na później i już teraz ciesz się jego pełnią. Uwolnij cały balast, jaki jesteś w stanie uwolnić i odzyskaj wolność - przede wszystkim wolność wewnętrzną.

Świetnie to wszystko brzmi - zwłaszcza teraz, kiedy siedzę na Odludziu, zaś mistrzowska, wysmakowana proza Thoreau brzmi tak prawdziwie (kiedy Thoreau pisze o ważnych i realnych problemach wiem, że chodziło mu o rynnę, którą kilka dni temu reperowałem oraz szczyty Domu na Odludziu, które dopraszają się o nowe deski).

Moje dzisiejsze czytanie Thoreau różni się od tamtego sprzed lat przede wszystkim tym, że jako student w swoim młodzieńczym narwaniu przeoczyłem dość istotne zastrzeżenie: "Nie chciałbym, aby ktokolwiek przyswajał sobie mój sposób życia z jakiegokolwiek powodu". Ta dość przytomna uwaga Thoreau dziś jest już niepotrzebna - nie przybyłem na Odludzie, aby się ukryć albo - ha! - ukarać społeczeństwo. Nic z tych rzeczy. Niebawem wracam.

Nie sposób bowiem nie zgodzić sie z autorem "Obywatelskiego nieposłuszeństwa": "Pragnę, aby na świecie było jak najwięcej ludzi o własnych dążeniach".

Rób to, czego pragniesz, pamiętając wszakże, aby było to inspirujące, dobre i mądre.

*) Piszę "moje", choć Odludzie należy do całej rodziny i w dodatku zawdzięczamy je nie mnie, ale mojej żonie.
**) Fragment, który odegrał istotną rolę w "Stowarzyszeniu umarłych poetów". Ten i inne cytaty z "Waldena" w tłumaczeniu Haliny Cieplińskiej, PIW 1991.
wtorek, 13 lipca 2010
Czy Twój pączek jest doskonały?

Doskonałość - coś, co może zadecydować o Twoim sukcesie. Od pewnego czasu przyglądamy się temu, co zrobiła Toyota (oczywiście wcześniej, nie teraz) i cała gospodarka japońska wprowadzając na rynek nowy paradygmat: doskonałość.

Pączek staropolski A. Blike Ich auta były tanie i bezawaryjne, zachodnie - nie. Ich elektronika była dopracowana w najmniejszym calu i stała się bezkonkurencyjna. Nawet optyka - czego dowodem są potęgi: Nikon czy Canon.

Wielki wyznawca Doskonałości (pisanej z dużej litery) Tom Peters, który książką Poszukiwanie doskonałości w biznesie* przebojem wdarł się do ścisłej czołówki teoretyków zarządzania, przekonuje na każdym kroku: Doskonałość. Zawsze. Jeżeli nie Doskonałość, to co?, choć bardziej trafia do mnie inne zdanie: Jeżeli Doskonałość nie teraz, to kiedy?

No właśnie. Jeżeli nie teraz, to kiedy? Jeżeli nie zaczniesz dziś, to kiedy się za to zabierzesz?

Andrzej Blikle, w rozmowie z Dominiką Wielowieyską mówi: Żeby był dobry pączek, musi być dobre wszystko. Naprawdę chodzi o wszystko. Zarówno o narzędzia, jak i procesy produkcyjne, organizację pracy oraz - co podkreśla właściciel słynnej firmy cukierniczej - nade wszystko dobre społeczne środowisko pracy. Chodzi o to, by Twoja firma stała się miejscem, w którym dobrze się pracuje, zaś pracownicy - z Tobą na czele - mieli zaszczepiony pewien etos pracy: tu po prostu nie godzi się pracować źle. Wielkie słowa pana Blikle.

Żeby był dobry pączek musi być dobre wszystko. Zapamiętaj te słowa. Zapisz je i przyklej w swoim gabinecie, na biurku, na pulpicie komputera, obojętnie czy jesteś szefem, inżynierem, sekretarką i czy w ogóle masz jakiś gabinet. Musisz zadbać o każdy element - nie tylko o to, co widoczne albo bezpośrednio związane z Twoim produktem, czy Twoją usługą (Twój etat to Twoja usługa, którą świadczysz swojemu klientowi - firmie, w której pracujesz. Zapamiętaj to.). Musisz sprawić, aby wszystko, co robisz, było doskonałe.

Posłuchajmy jeszcze raz Petersa (który z kolei cytuje Toma Watsona)**:

Legendarny szef IBM-a Tom Watson na pytanie, ile czasu potrzeba, by osiągnąć Doskonałość, odpowiedział mniej więcej tak: Minutę. "Osiągasz" Doskonałość, obiecując sobie w tej chwili, że nigdy więcej nie zrobisz świadomie czegoś, co nie jest Doskonałe - bez względu na presję, by postępować inaczej, wywieraną przez jakiegokolwiek przełożonego lub okoliczności.

Uważajmy jednak, żeby nie popaść w perfekcjonizm. Perfekcjonizm to "doskonałość", która została źle zrozumiana. Perfekcjonizm jest bytem autonomicznym - świetnie obywa się bez nadrzędnego celu, ba! - bez jakiegokolwiek zewnętrznego celu. Doskonałość jest inna, bo zawsze służy CZEMUŚ, a nie jest muzą dla SIEBIE. Jeżeli pomylisz doskonałość z perfekcjonizmem, być może będziesz potrzebować książek w rodzaju W pułapce doskonałości Irene Becker, Jutta Meyer-Kles albo wizyty u psychologa. A tego przecież nie chcemy, prawda?

Jeżeli zachowasz zdrowy rozsądek, dążenie do doskonałości będzie Ci służyło. Zawsze będzie procentowało. Dążenie do doskonałości? Wróć. Wcale mi nie chodzi o dążenie. Chodzi o decyzję, że od tej chwili wszystko, za co się zabierzesz, będzie apoteozą, pieśnią dla doskonałości. To nic trudnego, osiągniesz to w minutę. Dokładnie w chwili, kiedy tak zdecydujesz.

To musi jednak wynikać z Twoich najgłębszych przekonań - po prostu musisz mieć w sobie absolutną pewność, że to prawda, że właśnie tak chcesz postępować. A nawet więcej - wszystko pójdzie dobrze, kiedy uwierzysz, że od lenistwa, nudy i bylejakości znacznie PRZYJEMNIEJSZA jest doskonałość. Coś, co sprawia, że czujesz wiatr w żaglach, a Twój pączek jest... no... doskonały.

*) "In Search of Excellence" napisana wraz z Robertem Watermanem w 1982 roku. Tom Peters - tak przy okazji - jest częściowym protoplastą "Porozmawiajmy o fundamentach". Od dawna przymierzałem się do prowadzenia bloga "motywacyjnego", który przypominałby wszystkim - jak również (a może przede wszystkim) mi samemu - o sprawach oczywistych, które lubią gdzieś się zapodziewać czy też mają tendencje ulegać zakurzeniu. Są to sprawy oczywiste, blog zaś miał się nazywać "Nieoczywiste sprawy oczywiste" - i wtedy pojawiły się "Małe wielkie sprawy" Petersa (nota bene: zapis jego bloga, przeredagowany i wzbogacony na potrzeby wydawnicze). Co tu dużo gadać: Peters dał mi kopa i przyspieszył proces, zaś efektem ubocznym stała się rezygnacja z pierwotnego tytułu, który za bardzo wpadał w rezonans z "Małymi wielkimi sprawami". Co chyba i tak na dobre wszystkim wyszło :)
**) Cytat za Tom Peters "Małe Wielkie Sprawy". Nakładem MT Biznes
Zdjęcie pączka dzięki uprzejmości firmy A.Blikle - http://www.blikle.pl
wtorek, 06 lipca 2010
Sypanie mandali

Od dwóch dni obserwuję tybetańskiego mnicha, który w warszawskim Blue City sypie z kolorowego piasku mandalę. Używa do tego zwężonej na końcu, karbowanej rurki - kiedy ją delikatnie pociera, piasek wysypuje się tworząc obraz.

Sypanie mandali w Saint Die des Vosges, kwiecień  2008Sypanie mandali to cały ceremoniał. Jak chyba wszystko w buddyźmie, służy do osiągania oświecenia, chociaż mnie akurat bardziej ujął sam proces: jest to dość nużące zajęcie, które wymaga dużej precyzji, a zatem koncentracji, potężnej dawki cierpliwości, spokoju ducha i wytrwałości. W dodatku, kiedy już mandala zostanie ukończona - po kilku dniach sypania - zostaje natychmiast zniszczona: mnich obraca ją w pył. Mam nadzieję, że po całym rytuale nikt nie musi oddzielać od siebie tych wszystkich pomieszanych kolorowych ziarenek piasku, chociaż... kiedy tak patrzyłem na pracującego w skupieniu mnicha, zrozumiałem, że byłby do tego zdolny.*

Dla człowieka Zachodu wszystko to jest pozbawione sensu, chociaż... fascynuje.

W każdym razie, kiedy patrzyłem na sypanie mandali, widziałem z całą wyrazistością starą prawdę: najważniejsza jest droga. Kiedy już wiesz, czego chcesz, kiedy masz mniej lub bardziej jasno określone cele w swoim życiu, natychmiast o nich zapomnij - nie wybiegaj w przyszłość. Wiedząc, czego chcesz, skup się na tym, co robisz teraz. Tak właśnie zrób: bądź skupiony, skoncentrowany, zaangażowany.

Inaczej nigdy nie usypiesz tej mandali.

*) Oczywiście nikt nigdy tego nie robi. Piasek ze zniszczonej manadali najczęściej wysypuje się do rzeki.
poniedziałek, 05 lipca 2010
Dokąd się wybierasz?

Spójrzmy na jeden z tych genialnych fragmentów, z jakich składa się Alicja w krainie czarów - Alicja właśnie spotkała Kota z Cheshire i zadała mu znamienne, a dla większości ludzi odwieczne, pytanie:

- Czy nie mógłby pan mnie poinformować, którędy powinnam pójść?
- To zależy w dużej mierze od tego, dokąd pragnęłabyś zajść - odparł Kot-Dziwak.
- Właściwie wszystko mi jedno.

- W takim razie również wszystko jedno, którędy pójdziesz.
- Chciałabym tylko dostać się d o k ą d ś - dodała Alicja w formie wyjaśnienia.
- Ach, na pewno tam się dostaniesz, jeśli tylko będziesz szła dość długo
.

Większość ludzi - podobnie jak Alicja - nie ma pojęcia, dokąd chce dojść.

(Na szczęście każdy d o k ą d ś dojdzie. Kiedyś. Jakoś.)

Zapytaj dowolną osobę nie o jej marzenia, ale o to, co robi. Proste pytanie: co w ciągu ostatnich siedmiu dni zrobiłeś, aby zrealizować swój podstawowy plan życiowy? (zaraz, zaraz, masz w ogóle jakiś PLAN ŻYCIOWY?) jak wiele kroków podjęłaś, aby zbliżyć się do swojego głównego celu? (JAKIEGO CELU?).

Jeżeli przez ostatnich siedem dni nie wykonałeś jakichkolwiek kroków naprzód, to być może po prostu nie wiesz, gdzie jest owe naprzód. Czy naprawdę wszystko Ci jedno, dokąd zmierzasz? Czy kroczysz przez życie nie zastanawiając się dokąd idziesz?

Znam odpowiedź malkontentów: po co psuć sobie dobrą zabawę, która wynika z nieustannych niespodzianek, jakie niesie życie? Staranne uporządkowanie wszystkich spraw może wydawać się dla kogoś wybawieniem i stanem pożądanym, ale znacznie częściej kojarzy się z zabiciem wszelkiej spontaniczności i radości życia. Niekończąca się harówka pod presją PLANU musi być okropna. Powiem więcej: z pewnością jest okropna. Jest przytłaczająca. Jest smutna. Jest przeraźliwie nudna.

Dlatego nie namawiam nikogo do rozpisywania własnego życia na idealnie pasujące, świetnie skrojone kawałeczki wprost do realizacji. Nic na siłę. Chodzi jedynie o to, by wiedzieć czego się chce, przejąć ster i nie dopuścić do sytuacji, o której pisze Robert Kiosaki: Niektórzy po prostu pozwolili, by życie popychało ich to tu, to tam.

Pozwolisz na to?

Jeżeli nie, to może właśnie od tego zacznij. Zastanów się, dokąd w ogóle chcesz dojść? - Musisz wiedzieć, co robisz - mówi Donald Trump. - Musisz wierzyć sobie i mieć przekonanie, że to, co robisz, jest słuszne.

Posłuchaj rady milionera: musisz wiedzieć, co robisz.

No dobrze, niczego nie musisz. Tylko co powiesz, kiedy spotkasz Kota z Cheshire?

czwartek, 01 lipca 2010
W poszukiwaniu odpowiedniego stanu umysłu

Nie mam pojęcia, kto pierwszy stwierdził, że bogactwo to stan umysłu, a nie konta w banku, mogę natomiast przytoczyć długą listę tych, którzy te słowa powtórzyli. Zresztą nic w tym dziwnego, bo samo stwierdzenie jest dosyć nośne: przy odrobinie talentu można nim załatwić w zasadzie wszystko, co chcesz wiedzieć o sukcesie materialnym. Zapytaj o to dowolnego trenera NLP.

Kłopot ze stanem umysłu jest taki, że dość trudno go zmienić. Nie mówię tu o tych tymczasowych zmianach wiążących się zwykle ze stanem odmiennej świadomości pod wpływem określonych substancji chemicznych, ani o bieżącym nastroju, na który wpływ może mieć nie tylko stan konta, ale i rzeczy banalne, jak zbyt nieregularna chmura na niebie, czy krzywe spojrzenie pani ekspedientki na wieść, że nie masz drobnych.

Mówię tu o czymś, co trwa względnie długo - krótko mówiąc chodzi o to, co zazwyczaj mieszka pod Twoją czaszką i co uporczywie wraca, kiedy odkładasz poradnik rozwoju osobistego czy też podręcznik inwestora technicznego (jakkolwiek głupi by nie był).

Kiedy czytasz, wszystko wydaje się w porządku. Porywające słowa Kiosakiego czynią Cię niemal natychmiast kimś bogatszym, kiwasz z uznaniem głową na to, o czym mówi Ci Eker T. Hary i wiesz już po której stronie okładki Roberta Shemina chciałbyś się znaleźć.*

Może się zdarzyć, że w poszukiwaniu odpowiedniego stanu umysłu, co w dalszej kolejności pewnie zagwarantowałoby Ci bogactwo, będziesz przede wszystkim gwarancją dla wydawców, że wyjdą na swoje. I wcale nie chodzi o to, że wciąż poszukujesz tej jednej, jedynej odpowiedzi, owej tajemnicy przekształcającej Twój biedny umysł w umysł Krezusa. Tak naprawdę wcale nie poszukujesz literackiego odpowiednika świętego Graala, który dosłownie w mgnieniu oka odmieniłby Cię całkowicie, przy okazji czyniąc wokół widowiskowy dym i zapach siarki. Po czwartym poradniku prawdopodobnie zorientujesz się, że autor mówi dokładnie to samo, co jego poprzednicy, po siódmym będziesz już dysponować wiedzą pozwalającą Ci napisać własny. No, ale w końcu czytanie poradników to przede wszystkim pewien styl życia, coś jak chodzenie do kina czy sobotnia szisza w gronie znajomych. Ludzie uzależniali sie od dziwniejszych rzeczy.

W poszukiwaniu odpowiedniego stanu umysłu najprawdopodobniej znajdziesz przede wszystkim dobre samopoczucie wynikające z doniosłego faktu, że w ogóle coś robisz. Brawo. Prawdziwa robota jest niestety znacznie bardziej nudna niż lektura najnudniejszego z poradników i polega na stawianiu tych wszystkich kroczków. Właściwy stan umysłu wykuwa się - co za niefart - w uciążliwej i dość męczącej walce.

Czy jest jakieś wyjście z tej beznadziejnej sytuacji? Być może odpowiedź kryje się gdzieś w książce Wacława Miziniaka Jak Żyć Taniej, nie jestem jednak przekonany, czy to aby właściwy kierunek.

Nie zmuszaj się, aby żyć tanio. Nie zmuszaj się, aby żyć bogato. Rób cokolwiek, aby żyć mądrze.

* Po lewej, po lewej :-)
środa, 30 czerwca 2010
Wszystko, co najważniejsze

Wszystko, co najważniejsze, jest też najczęściej najprostsze. Kiedy Steve Jobs powrócił do Apple, odbył serię spotkań ze swoimi pracownikami i - jak wspomina Peter Hoddie, późniejszy główny architekt QuickTime - kiedy ktoś zaczynał robić notatki, świeżo mianowany prezes Apple zwykł mawiać: Nie musisz notować. Jeżeli to ważne, to zapamiętasz.*

Steve JobsNo właśnie. Jeżeli coś jest naprawdę ważne, z pewnością to zapamiętasz. I gwarantuję, że będzie to proste - taka absolutna podstawa. Fundament. Możesz długo szukać, możesz zbroić się w niezwykle wyrafinowane strategie życiowe, stosować najbardziej niesamowite i niezwykłe techniki osiągania sukcesu, a jednak nie uciekniesz od tego jednego, prostego faktu: rzeczy najważniejsze - fundamentalne - to sprawy w gruncie rzeczy bardzo proste, znane od wieków. Coś, co po prostu wiesz.

Czy szukając nowych sposobów na stare sprawy zdarza Ci się zapominać o fundamentach? Być może wciąż poszukujesz - Twoje pytania zawisły w próżni, chwytasz się kolejnych koncepcji i teorii dotyczących rozwoju osobistego i osiągania dowolnych celów w nadziei, że nagle osiągniesz coś w rodzaju oświecenia - i wtedy wszystko się w Twoim życiu odmieni.

Nic się nie odmieni, dopóki nie zaczniesz działać. A najważniejsze, co możesz zrobić - to rozpocząć od rzeczy najprostszych.

Nie musisz daleko szukać - chodzi przecież o fundamenty. O to, co najprostsze. Co doskonale znasz. O to, co najważniejsze.

Porozmawiajmy o tym. Porozmawiajmy o fundamentach.

*) za "Być jak Steve Jobs" Leandera Kahneya
stat4u